W grudniu, a może nawet na początku stycznia, na facebooku z różnych stron docierały do mnie informacje o mikołajkowym rejsie Stena Line. Blogerki polecały rejs, wspominając jednocześnie o „feriach na statku”. Po przyglądnięciu się im zadecydowaliśmy z mężem – jedziemy! Tam nas jeszcze nie było, tego jeszcze nie robiliśmy! Rejs brzmiał fajnie, atrakcji dla dzieci było co niemiara – czemu zatem nie spędzić ferii w sposób zgoła odmienny niż zazwyczaj? Zabookowaliśmy dwa dodatkowe noclegi w Gdyni i 8 lutego ruszyliśmy na podbój mórz i oceanów (no dobra, tylko mórz… a w zasadzie jednego – Bałtyckiego).

Co to takiego

Stena Line to operator promów działający między innymi w krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech i Polsce. Organizuje między innymi rejsy turystyczne i wycieczkowe, w tym również rejsy dla dzieci.

Nasze wrażenia

To będzie długi opis i sporo zdjęć! Chciałabym zdać Wam relację z tego, jak bawiliśmy się na rejsie. A bawiliśmy się przednio!
Do odprawy trzeba zgłosić się minimum godzinę wcześniej. Szczerze powiedziawszy, nie wiem z czego to wynika, bo odprawa trwa szybko, a samo wejście na prom opóźniło się aż o 20 minut. Rejs miał rozpocząć się o 21, wejście na prom o 20, a my dotarliśmy do Gdyni około 18 i trochę się wynudziliśmy. Odprawa jest szybka i sprawna, można to zrobić samodzielnie przy specjalnym stanowisku. Całe szczęście, że na hali jest kącik dla dzieci i Bajtel trochę się pobawił.


Po 20 weszliśmy na pokład. Dzieciaki przywitał Morświn Happy – maskotka rejsu – oraz animatorzy. Na wstępie każde dziecko otrzymało tatuaż z krabem Królem Cezarem oraz cukierka. Dla Bajtla było to nie lada wydarzenie!

Poszliśmy zobaczyć naszą kajutę. Wybraliśmy kabinę Comfort Plus z oknem. Tu czekał nas lekki zawód, bo na kabinie odcisnął się już ząb czasu. Drzwi były obite, materace miejscami poprzerywane, prysznic był za zasłonką. Prawda jest jednak taka, że z pokoju nie korzystaliśmy prawie wcale, więc jakoś szczególnie nie rozpaczaliśmy 😉 W pokoiku czekały dwa normalne łóżka i dwa rozkładane, a także prywatna łazienka. Nad każdym łóżkiem czekała lampka nocna, było też radio, przez które podawane były komunikaty.
Poszliśmy na krótki rekonesans po statku, a o 21.30 poszliśmy na dyskotekę dla dzieci!
Choć o tej porze Bajtel zazwyczaj dawno już śpi tym razem był pełny werwy. Bardzo tej dyskoteki wyczekiwał. Był jednym z młodszych uczestników i czasem potrzebował mojego towarzystwa na parkiecie, ale bardzo mu się podobało. Na dyskotece były takie hity jak kaczuszki, hoki poki czy soku baci vira. Przyszedł też sam morświn Happy i razem z dziećmi zatańczył specjalną piosenkę Happy!

Po dyskotece czas na sen. Bajtel po wieczorze pełnym wrażeń nie mógł zasnąć. Materace były dosyć wygodne. Było też dość cicho, choć wydawało się, że ściany są dość cienkie. O 6 rano obudziło nas I’m sailing! Za nic nie dało się tego wyłączyć – a więc komunikat. Faktycznie po piosence, która z każdą sekundą denerwowała mnie coraz bardziej, nadano komunikat w trzech językach, że zbliżamy się do Karlskrona, a turyści wychodzący na ląd w Szwecji powinni opuścić kajuty. Takie komunikaty nadawano jeszcze o 6.30 oraz 7 – na szczęście już bez piosenki 😉 Muszę przyznać, że to nie było przyjemne 😉 Fajnie by było, gdyby system był nowszy i pozwalał np. na nadanie komunikatu tylko do części kajut.
Bajtla to jednak nie wybudziło 😉 Wstał około 7.30, a już po 8 poszliśmy na śniadanko. Wykupiliśmy je jeszcze przed rejsem, dzięki temu było trochę tańsze. Śniadanie było w formie bufetu, wybór był dość spory: różne rodzaje pieczywa, wędliny, sery, kiełbaski, jajecznica, boczek, jajka, naleśniki, a także mleko oraz płatki. Do tego oczywiście kawa, herbata, woda, soki i napoje. I ciacho 😉
Od 9.30 otwarty był pokój zabaw. Bajtlowi bardzo spodobały się gry na monitorach, które można było dostosować do wieku dziecka. Były tam też fajne tablice manipulacyjne oraz klocki XXL.

Rozpoczęliśmy także poszukiwania skarbu! Odebraliśmy specjalną mapę i szukaliśmy kolejnych pytań z tablicami po całym statku. Nagrodą była kolorowanka, kredka, balonik, a także kostka rubika. Bajtel był przeszczęśliwy :)!

O 10 rozpoczął się pierwszy blok animacji – Akademia Pani Zimy. Po raz kolejny Bajtel był jednym z młodszych uczestników, ale fajnie się bawił. Nie ze wszystkim sobie radził, ale w razie potrzeby Animatorzy wciągali go do zabawy. Animatorzy byli naprawdę rewelacyjni – świetnie przebrani i bardzo zaangażowani. Bajtlowi najbardziej podobały się zabawy z chustą, a także pokaz żonglerki. Było też malowanie twarzy.

Od 12 do 14 podawany był obiad – również w formie bufetu. Obiad był w cenie biletu. Był OK, jednak mnie zachwycił. Można było wybrać np. paluszki rybne, schab, udka. Były też dwa rodzaje makaronu, trzy rodzaje sosu, do tego można było dobrać dodatki: suszone pomidory, oliwki, tuńczyk itd. Na deser dostępne były lody – Bajtel był przeszczęśliwy, a także galaretki i supersłodkie musy (czekoladowy był pyszny!).
Po obiedzie tempo nie było mniejsze.

Odwiedziliśmy pokój z Kinectem, w którym Bajtel się zakochał 😉

Byliśmy również w salonie gier – na szczęście Bajtlowi wystarczała zabawa bez włączania automatów (te były płatne).

Wyszliśmy też na pokład zobaczyć morze 🙂
Zajrzeliśmy też do sklepu – ceny nie były specjalnie tanie, ale nie wyszliśmy z pustymi rękami 😉 Bajtel wybrał sobie maskotkę morświnka 🙂

O 16 była druga część animacji. Znów było sporo zabaw, pokaz iluzjonistyczny, dzieci odwiedził również Happy i odtańczył z nimi specjalną piosenkę. Na koniec wszyscy dostali pluszowe reniferki-pacynki.

Był także Magiczny Teatr Baniek – bardzo fajne przedstawienie, z bańkami w różnych postaciach. Duże i małe, świecące, zadymione, a nawet palące się! Dzieciaki były zachwycone! Na koniec każdy mógł dostać do rączek specjalną piankę z baniek 😉

Na koniec na dużym ekranie można było obejrzeć bajkę – leciał akurat Zwierzogród. To była dobra okazja, aby dorośli mogli w spokoju ogarnąć kajuty przed dopłynięciem do Gdyni. Po bajce zostało może 20 minut do końca rejsu – idealnie by pożegnać się z ulubionymi miejscami i pójść poczekać na otwarcie rękawa.

Uff! Opis był długi! Ale i rejs był pełen wrażeń i atrakcji! Było rewelacyjnie, naprawdę fajna zabawa dla rodziców z dziećmi! Obecnie w ofercie nie ma rejsów 24 godzinnych. Są za to wycieczkowe: Szwecja dla dzieci, Kraina Pippi oraz wycieczka do Legolandu. Myślę jednak, że z jakiejś kolejnej okazji dobowe rejsy pojawią się podobnie. Polecamy!

Kilka rad praktycznych

Witryna: https://www.stenaline.pl/
Adres: Terminal Promowy Stena Line, Eugeniusza Kwiatkowskiego 60, Gdynia

Przed terminalem w Gdyni można spokojnie zaparkować auto. Znajdują się tam dwa parkingi niestrzeżone i bezpłatne oraz jeden płatny, przy ulicy Kwiatkowskiego 60, około 100 metrów od terminalu ( koszt 35 pln/dobę).

Pasażerowie piesi powinni zgłosić się do odprawy najpóźniej na 60 minut przed wypłynięciem. Należy mieć przy sobie dowód osobisty lub paszport – dotyczy to również dziecka!

Na promie można płacić zarówno kartami jak i gotówką. Przyjmowane są PLN, SEK, NOK oraz EUR.

UWAGA! W czasie rejsu trzeba liczyć się z wysokimi cenami połączeń telefonicznych i SMSów. Jesteśmy bowiem na wodach międzynarodowych i nie dotyczy nas tańszy roaming.



Napisane przez: Anuszka

W pobliżu

Poexperymentuj!

9 listopada 2017
6.20km

Pływając z rekinami

28 sierpnia 2017
10.34km

Ostatnio

Kategorie