Wiem, wiem – trochę się droczę z tym tytułem 😉 Ale doskonale pamiętam emocje, jakie spowodował wybór nazwy „Wodny Park Tychy” w zorganizowanym przez aquapark konkursie i jeden z argumentów, że nazwa jest przewrotna 😉 Niech więc i tytuł posta przewrotnym będzie – moje wpisy nie zawierają w sobie nigdy nazwy obiektu i niech tak pozostanie 😉

Aquapark działa od początku maja i choć planowaliśmy wpaść do niego jak tylko się otworzy, to życie zweryfikowało te plany. Bajtel po grypie, ja po badaniach w szpitalu – oboje nie nadawaliśmy się na odwiedziny aquaparku. Potem praca, przedszkole, dom, urlop – ale w końcu się udało! I spieszę zrelacjonować dla Was nasze wrażenia z Wodnego Parku Tychy.

Co to takiego

Wodny Park Tychy to aquapark otwarty w 2018 roku. Podzielony jest na strefę rekreacyjną oraz sportową. Znajdziemy tu również strefę surfingu czy sauny i łaźnie piwne(!), a także mini centrum nauki – Wodną Akademię.

Nasze wrażenia

Widać, że obiekt jest nowy. Są tu fajne atrakcje, jednak nie jest to najlepszy obiekt w jakim byłam (Rewa zdecydowanie rządzi 🙂 ). Z jednej strony atrakcji sporo – z drugiej basenów jest niewiele, bo są one skumulowane. Jednak można tu bardzo fajnie spędzić czas – zwłaszcza z dziećmi, bo dla nich atrakcji jest pod dostatkiem (o ile tylko sprzyja nam pogoda).

Zacznijmy więc od strefy dziecięcej – i wrażeń Bajtla. On najczęściej wspomina batyskaf, który sam nazywa „Alarm”. Nie do końca wiadomo o co w niej chodzi, ale dzieciom to nie przeszkadza 😀 Jest tam gra, włączana opaską, ale nie działała, kiedy tam byliśmy. Można tam pompować wodę, naciskać przyciski i kręcić sterem, jest ogromny hałas, sygnał alarmowy – mnie bolała głowa, a Bajtel był zachwycony 😀 Batyskaf stanowi połączenie między budynkiem, a częścią na zewnątrz.

Druga atrakcja, dla której ode mnie wielki plus – to wodny plac zabaw umiejscowiony na zewnątrz. Są tu trzy zjeżdżalnie, wiadro z wodą, armatki wodne. Przy pięknej pogodzie świetne miejsce do spędzenia czasu.

Ostatnia część przeznaczona stricte dla dzieci znajduje się wewnątrz. Składa się z brodzika z fontannami oraz brodzika ze zjeżdżalnią. Zjeżdżalnia całkiem fajna, ale ma spory minus – z góry nie widać czy osoba przed nami zjechała. Ponieważ jest to w zasadzie jedyna wewnętrzna zjeżdżalnia dla maluchów panuje tu spory tłum. Nie wszystkie dzieci są uważne i zdarzały się kraksy.

Poza basenami jest też strefa zabaw suchych – mały „małpi gaj” i kilka tablic manipulacyjnych. W małpim gaju widziałam jednocześnie maksymalnie 5 dzieci, ale często stał pusty, tablice manipulacyjne też nie cieszyły się wielkim powodzeniem – jednak na basenie to woda jest największą atrakcją.

Poza strefą dziecięcą rozrywki dostarczyć nam może wiszący most, rwąca rzeka, „skakaniec” – czyli miejsce, gdzie skaczące osoby po przeciwnych stronach robią dużą falę oraz naprawdę fajnie zrobiony basen ze sztuczną falą, która rozbija się na brzegu i można skakać przez nią jak nad morzem.

Są tu również dostępne jacuzzi, basen zewnętrzny z biczami wodnymi i hydromasażem, kaldarium czy zjeżdżalnie. Te ostatnie zapowiadają się super, przeznaczone są jednak dla starszej części użytkowników. Jest tu budząca grozę zjeżdżalnia pionowego startu, zjeżdżalnia cebula czy zjeżdżalnia pontonowa. Nie skorzystaliśmy niestety z żadnej z nich – kolejki były wystarczająco zniechęcające.

To był właśnie największy minus Parku Wodnego – w ciepły, słoneczny weekend był tu po prostu tłum. Wszędzie było mnóstwo ludzi, łatwo było na kogoś wpaść, ciężko przechodziło się z punktu A do punktu B.

Na basenie było ciepło, woda również była ciepła, żeby się ochłodzić choć odrobinę trzeba było przejść do strefy sportowej. Tam znajdowały się dwa baseny z przyjemną wodą – jeden typowo sportowy, drugi z ruchomym dnem – może się ono znajdować na dowolnej głębokości między 30 a 180 cm. Dzięki temu zyskuje wiele funkcji i odbywają się tu różne zajęcia i treningi.

Podobała mi się możliwość płacenia transponderem na terenie aquaparku (choć z niej nie korzystałam 😉 ). Bransoletka była wygodna i nie przeszkadzała w zabawie. Szatnie były wygodne, przebieralnie rodzinne przestronne, szafki w sam raz. Z minusów – nie widziałam możliwości regulacji temperatury wody pod prysznicem i brakowało mydła. Były suszarki (słoniki), ale nie widziałam gniazdek na własną suszarkę.

Ogólnie spędziliśmy bardzo fajny czas, wyszliśmy zmęczeni i zadowoleni. Trzy godziny był dla nas wystarczające i po takim czasie zaczęliśmy się odrobinę nudzić. Myślę, że gdybyśmy korzystali ze zjeżdżalni moglibyśmy spędzić tu trochę więcej czasu 🙂

Kilka rad praktycznych

Witryna: https://www.wodnypark.tychy.pl/
Adres: ul. Sikorskiego 20, Tychy

Cennik nie jest najprostszy do zreferowania 😉 Pozwolę sobie zatem odesłać Was do cennika na stronie. My za bilet 3 godzinny (w promocji dodatkowa godzina gratis) w weekend zapłaciliśmy 112 zł.

Przed basenem jest parking bezpłatny dla klientów Parku. Trzeba pokazać bilet parkingowy w kasie przy wyjściu!

Szatnie są wygodne, poza zwykłymi przebieralniami znajdziemy duże, przestronne przebieralnie rodzinne. Nie ma tam niestety przewijaka (jest w innym miejscu w szatni), ale są szerokie ławeczki i w razie czego można spokojnie przewinąć dziecko.

Przy strefie dla dzieci są ubikacje oraz przewijalnia dla dzieciaków.

Transponder, który otwiera szafki pozwala nam na płatności na terenie parku wodnego. Jest tu strefa gastronomiczna z jedzeniem na wagę (4,49 zł/100g), hot dogami (7 zł), hamburgerami (12 zł) czy lodami (4,5 zł za gałkę loda!). Jeśli zapłacimy powyżej 20 zł zyskujemy dodatkowe 20 minut i możemy spokojnie zjeść.



Napisane przez: Anuszka

Promowane

Ostatnio

Szwajcaria na Śląsku

11 lipca 2020

Nie ma, nie ma wody…

7 lipca 2020

Jarmarki na Śląsku

4 grudnia 2019

Jarmark we Wrocławiu

3 grudnia 2019

Kategorie